Joanna Klimas na jesień-zimę 2013

4 Komentarze
32 Zdjęcia
Wtorek, 28-05-2013

Joanna Klimas nie wiedzieć czemu postanowiła konkurować z polskim królem kreacji na czerwony dywan. Ogromną część jesienno-zimowej kolekcji projektantki stanowiły suknie na większe i mniejsze wyjścia. Długie, powłóczyste i najczęściej dopasowane do ciała kreacje z seksownymi wycięciami tu i ówdzie.

Szkoda, bo jak wiadomo król jest jeden, a kobiety kochały Klimas za zupełnie inny rodzaj garderoby. Taki, który sprawdzał się na co dzień, był uniwersalny, ale niebanalny. Klimas ubierała, a nie przebierała na wielkie gale i premiery. Słynęła z prostej, ale ciekawej formy, unikała łatwego, bo efektownego przepychu i paradnej ornamentyki. 

Zaczęło się dobrze, bo od żakietu i spodni. Przez chwilę była więc nadzieja, że Joanna Klimas, która przed laty umiała doskonale czerpać z męskiej garderoby i jej funkcjonalność przekładać na kobiece realia, wraca niejako do źródeł i znów zaproponuje sprawdzony i solidny krawiecki minimalizm z odrobiną fantazji kreatora. Ale nadzieja umarła szybko. I poza kilkoma dosłownie krawieckimi klasykami w ciekawym wydaniu, na wybieg wmaszerowały mocno wychudzone modelki eksponujące odsłonięty brzuch i wystające żebra. Klimas kwestię golizny rozwiązała, co jakiś czas przykrywając ciało ciepłymi, dzierganymi kamizelkami i sweterkami (wszak mamy do czynienia z jesienno-zimową kolekcją).

Projektantka, która pozostawała z boku największych trendów i zamiast składać hołd najświeższym tendencjom, w centrum swojej pracy i zainteresowań stawiała kobietę i jej potrzeby, tym razem wyraźnie porusza najważniejsze tematy ostatnich sezonów. Poza wspominanym już odsłanianiem brzucha, w kolekcji pojawiło się sporo metalicznego błysku i lśniących cekinów. Te ostatnie ciekawie prezentowały się na prostych w formie bluzkach i w połączeniu z kolorowymi tkaninami. Takie wzornicze kolarze faktur i tkanin to był zresztą najciekawszy motyw jesienno-zimowej kolekcji Joanny Klimas.

I choć ciągle da się w całości zauważyć charakterystyczne „klimasowskie” formy i można doszukać się tu minimalistycznej estetyki, z której projektantka słynęła, to tylko bardzo słabe echa z przeszłości. Teraźniejszość skuszona galowym blichtrem i stosunkowo prostą sławą zmierza ku błyskom fleszy, ma i chce być widoczna. Pytanie tylko, czy warto wkraczać na takie salony kosztem prawdziwych i autentycznych klientek, które w ubraniach Klimas od lat mierzyły się w wymagającą codziennością.

AW