Ognisty zabieg w chińskich gabinetach

2 Komentarze
6 Zdjęć
Wtorek, 12-03-2013

Dążenie do młodego wyglądu czasem wymaga nie lada odwagi. Mowa tu nie o skalpelu czy igłach, ale o ogniu. Ten w połączeniu z twarzą nie zwiastuje nic dobrego. Wyjątkiem są Chiny, w których panie poddają się zabiegom wykorzystującym płomienie. Wygląda to równie przerażająco jak brzmi.

Maseczki z ognia nazywane są w Chinach Huǒ liáo. W dużym skrócie – polegają na nałożeniu na twarz ręcznika nasączonego eliksirem i alkoholem i podpaleniu go. Zabieg podobno pobudza regenerację komórek i odmładza skórę. Wykonywany jest w gabinetach SPA. Ognisty cios w zwiotczałą skórę i zmarszczki nie cieszy się jeszcze tak dużym zainteresowaniem, jakiego oczekiwaliby terapeuci.

Zagrożenie jest wiernym towarzyszem ognia i nawet najbardziej zdesperowane panie zdają sobie z tego sprawę. Odwagi do takiego zabiegu zwykle nie mają nawet terapeuci, którzy go wykonują. Ale za to podkreślają zalety z wykorzystywania ognia, który w medycynie chińskiej służy przecież także leczeniu otyłości, przeziębień, niestrawności oraz wspomaganiu metabolizmu.

W przypadku większości klientów, Huǒ liáo nie tylko pomaga likwidować zmarszczki, ale i podnosi poziom stresu. A od stresu do zmarszczek przecież niedaleka droga.

Czytaj też: Nowy trend: wampirzy lifting

MM

Ognisty zabieg w chińskich gabinetach

Huǒ liáo

  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach
  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach
  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach
  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach
  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach
  • Ognisty zabieg w chińskich gabinetach