Kompaktowy hatchback SEATa przypomina stoisko z lodami. Jest co najmniej kilkanaście smaków. Kolor testowanego modelu kojarzy się z kiwi, ale liczby wbite w dowodzie rejestracyjnym sugerują jalapeno.
Leona wiele osób kojarzy z głośnym 1.9 TDI, czy całkiem niezłym 1.4 TSI. Ale mało kto decyduje się na odważniejsze wersje: 211-konne FR czy 240-konną Cuprę. To auta niszowe, wizerunkowe. Podobnie jest z wersją Cupra R, której 265-konny silnik ścina 0,3 sekund z czasu “zwykłej” Cupry i osiąga 100 km/h w czasie 6,1 sekundy. Wynik ten plasuje wyżyłowanego Leona w jednej stawce z Volkswagenem Golfem R, Fordem Focusem RS, czy opisywanym parę tygodni Renault Megane RS20
W standardzie Leon Cupra R wyposażony jest m.in. w całą masę poduszek powietrznych i jeszcze więcej systemów kontroli trakcji o trzyliterowych skrótach, w tym elektroniczną, częściową blokadę dyferencjału XDS. Przy takiej mocy wyrywającej się spod przednich kół elektronika jest (według niemieckich inżynierów z hiszpańskim temperamentem) niezbędna. A kończy się to tym, że za kierownicą człowiek czuje się, jakby sterował konsolą do gier, a nie samochodem.
Megane RS20 dawało kierowcy informacje zwrotne z drogi. Leon Cupra R po prostu pędzi na złamanie karku. Nie pomaga też wnętrze, które już nam się opatrzyło przez ostatnich pięć lat. Niby są sportowe fotele, sportowa kierownica, wyskalowane do 300 km/h liczniki i literka R na obrotomierzu, ale deska rozdzielcza zasadniczo nie różni się od trzech wersji rodzinnej Altei.
Dzięki samochodom takim, jak Leon Cupra R, SEAT może zaoferować swoim klientom namiastkę wrażeń z WTCC i przedłużyć medialny szum wokół modelu, który może i parę lat temu zgarnął nagrodę Red Dot Design, ale dziś o rozgłos musi walczyć lakierem w kolorze kiwi.
Cena: od 109 900 zł
MW