Jil Sander wraca w wielkim stylu

0 Komentarzy
36 Zdjęć
Piątek, 28-09-2012

Jeśli określenie „chirurgiczna precyzja” można odnieść do mody i krawiectwa, to na pewno do tego w wykonaniu Jil Sander.

To był ważny i spektakularny powrót, który w pełni zasłużył na oklaski i gratulacje zebrane po pokazie. Po ośmiu latach przerwy Jil Sander wróciła do projektowania pod własnym nazwiskiem. Królowa minimalizmu po raz kolejny dowodzi, że stylistyczny umiar i wzornicza nieskazitelność są ponad czasem i za nic mają sezonowe trendy. 

Pierwszą po powrocie kolekcją projektantka pokazuje, że nie planuje kontynuować estetyki Rafa Simonsa, który odpowiadał za kolekcje marki Jil Sander zanim przeszedł do domu mody Dior. Świetne projekty Simonsa do surowego niemieckiego minimalizmu wprowadzały wyraźnie kobiece akcenty. Jil Sander na kobiecą garderobę ma jednak własny pomysł.

Perfekcyjna konstrukcja i przejrzysta forma w zderzeniu z wyrazistą, choć mocno zredukowaną paletą kolorystyczną zrobiły wrażenie. Jil Sander na sezon wiosna-lato 2013 proponuje oryginalne linie rękawów, efektowne topy, krótkie żakiety, kamizelki-sukienki, charakterystyczny ovesize zestawiony z dokładnie dopasowanymi elementami oraz – zaskoczenie – metaliczne, lekko neonowe grochy zdobiące śnieżnobiałe sukienki i spódnice. 

Na uwagę zasługują ciekawie rozwiązane sylwetki dwukolorowe - oryginalnie poskładane bloki barw, zarówno na ubraniach, jak i butach. W kolekcji pojawiają się również nawiązania do męskiej garderoby, którymi projektantka zasłynęła w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, ubierając kobiety w nowy, androgyniczny służbowy kostium. 

Mistrzyni prostoty i wizerunkowej redukcji wróciła w wielkim stylu. I choć estetyka minimalizmu w modzie jest teraz znacznie powszechniejsza niż w latach dziewięćdziesiątych, a konkurencja w tym sektorze jest zdecydowanie silniejsza, nie ma wątpliwości, że Jil Sander odegra tu kluczową rolę i jeszcze nie raz dostarczy nam mocnych estetycznych wrażeń. 

AW